Dzieci zrobią to za nas... Łazuga okiem Stańczyka

Cyfrowa dziecięca encyklopedia Wielkopolan powstaje wysiłkiem kilkuset dzieci z 226 wielkopolskich gmin. Odpowiednio przygotowani szukają w najbliższym sąsiedztwie ludzi zasługujących na upamiętnienie. Przepytują w tym celu rodziców i dziadków. Zaglądają do ksiąg parafialnych. Wertują stare gazety. Zbierają fotografie i pamiątki rodzinne. Przeprowadzają wywiady. Kręcą filmiki. Sporządzają listy bohaterów biogramów, odkrywając po drodze, ilu wybitnych, zasłużonych ludzi mieszkało lub mieszka dosłownie za płotem. Po swojemu te biogramy tworzą.

Dzieci zrobią to za nas... Łazuga okiem Stańczyka

To jeden z najsympatyczniejszych projektów, jakie znam. I jeden z niewielu, który budzi zainteresowanie filmowców. Trwa ów projekt już trzeci rok. Czy będzie niekończącą się melodią? Czy w dziecięcej encyklopedii mają szanse znaleźć się kiedyś ci, którzy dzisiaj ją tworzą? 

Wielkopolska nie jest biograficznym zagłębiem. W leksykonach i encyklopediach Wielkopolanie zajmują zaledwie kilkanaście procent. W porównaniu z Małopolską, Mazowszem i kresami to dramatycznie mało. Historii za taki stan rzeczy bym nie winił. Wina leży po naszej stronie. Obciążają nas grzechy niepamięci. Przykre zaniedbania. Pewien rodzaj niechęci do podkreślania indywidualnej zasługi. W efekcie, pierwszego prezydenta Poznania Jarogniewa Drwęskiego z trudem wydobywamy dopiero z niebytu. To samo dotyczy przywódcy robotników w 1956 roku Stanisława Matyi. Od kilku lat usiłujemy odzyskać dla Poznania trójkę matematyków związanych z Enigmą, a kojarzonych nadal ze słynną lwowską szkołą matematyczną. Chodzi o najwybitniejszych absolwentów poznańskiego uniwersytetu. O Rejewskiego, Zygalskiego i Różyckiego, którzy już dawno powinni być zarówno doktorami honoris causa uniwersytetu, jak i honorowymi obywatelami Poznania. Przełamali wszak niemieckie szyfry, przyczynili się do ocalenia tysięcy istnień. Dzięki nim prawdopodobnie II wojna światowa trwała krócej. Nie mamy w XX wieku piękniejszej i bardziej przemawiającej do wyobraźni historii! Czy to rozumiemy?! W 2014 roku międzynarodowe stowarzyszenie inżynierów uhonorowało naszych enigmowców prestiżowym wyróżnieniem Milestone, a uroczystość odbyła się na Politechnice Warszawskiej!!! W 2007 roku o doktoraty honorowe dla nich zabiegano w macierzystym Poznaniu. Bez skutku! Na świecie dba się o takie sprawy. Rozumie ich wagę. Wyobraźmy sobie, czym na naszym podwórku byłoby Kołaczkowo, gdyby nie mieszkał tam Władysław Reymont, czym Winna Góra, gdyby nie spoczął tam twórca legionów Henryk Dąbrowski? Czym byłaby Wierzenica bez Cieszkowskiego? Chludowo bez Dmowskiego? Sanniki bez Prądzyńskiego? We Włoszech dziesiątki, setki domów oblepiono tablicami informującymi, co w nich robił Garibaldi (że np. zjadł tu obiad). W słynnych kawiarniach wiedeńskich nawet pojedyncze stoliki mają swoją historię (w Cafe Central przy jednym z nich oglądamy figurę słynnego gościa). U nas gmach opery próbował kiedyś prześwietlić pod tym kątem Sławomir Pietras. Ale pracy chyba nie ukończył. Kawiarnię WZ, gdzie było kilka magicznych stolików (najgłośniejszy był chyba ten, przy którym urzędował głośno mówiący Roman Brandstaetter), lekką ręką zamknięto. Wiele wskutek takiej polityki tracimy. Nie wszystko da się odrobić. 

Przed kilku laty Gazeta Wyborcza zamówiła sondaż poświęcony Wielkopolanom. Najwybitniejszy (najbardziej znany?) okazał się Cegielski przed Marcinkowskim lub odwrotnie. Na szczycie dominowały postaci z XIX wieku. Z grona żyjących przyzwoity wynik osiągnął tylko Ryszard Grobelny. - To jedyne nazwisko - opowiadała niedawno studentka ze Śląska - które kojarzyłam z Poznaniem, gdy przyjechałam tu na studia Oby prezydent Jaśkowiak przywrócił społecznej pamięci wiele zasługujących na to postaci i skończył z tą sklerozą. On sam tylko na tym zyska. Zyskamy wszyscy. 

Gdzie tych osób szukać? Cyfrowa dziecięca encyklopedia Wielkopolan opowiada o dziesiątkach, setkach mądrych, szlachetnych, ciekawych ludzi z Wielkopolski. To dzieło uczniów, którzy zamienili się w detektywów, historyków, dziennikarzy i biografów. Obserwowałem ich pracę z bliska. Nachodzili wójtów, burmistrzów i plebanów. Rozwieszali plakaty przypominające listy gończe. Urządzali teatrzyki i odgrywali epizody z życia bohaterów. Mali, dorośli ludzie. Rozbrajająco swoim zadaniem przejęci. Takiej encyklopedii powstającej pod auspicjami Urzędu Marszałkowskiego i UAM nie mają inne województwa (a może i kraje). Poświęcono jej kilka naukowych wystąpień. Powstaje o niej film. Takiej encyklopedii już dziś inni nam zazdroszczą. Wykorzystamy ten kapitał czy rozminiemy go na drobne? 

Na zakończenie I edycji Encyklopedii w Teatrze Polskim pół roku temu wyróżniono najlepszych. Na scenę wchodziły pięknie wystrojone dzieciaki. W lożach i na widowni zasiedli bohaterowie biogramów i nie kryjący wzruszenia członkowie ich rodzin. Potem jedni drugim robili zdjęcia. W oczach wielu starszych ludzi widziałem łzy. 

Jeśli nie liczyć dziennikarki radiowej, przedstawicieli mediów na gali nie było. Zapewne w Poznaniu tego dnia rozpoczęto lub zakończono jakiś remont, nastąpiła jakaś awaria, jakiś ważny dyrektor coś powiedział, a jakiś ważny polityk zabrał głos w jakiejś sprawie. Czujni dziennikarze byli na posterunku. 

Wielki Boże!

Prof. Waldemar Łazuga  
- kierownik Zakładu Myśli i Kultury Politycznej Instytutu Historii UAM